Czekałem na to 16 lat, czyli historia o tym, jak szybko działa Microsoft

Czekałem 16 lat na to, aż Microsoft wyda przeglądarkę internetową, która potrafi w pełni wyświetlić strony systemu statystyk internetowych „Orwell Stat”.

Będzie trochę dla pasjonatów standardów sieciowych, przeglądarek internetowych, programistów serwisów internetowych, ludzi pamiętających czasy „sprzed Firefoksa” i tych, którzy chcieliby się dowiedzieć jak to wtedy było.

Cofnijmy się trochę w czasie.

Październik 2003

Forum MozillaPL.org

Przypadkiem odkrywam forum MozillaPL.org i sekcję dotyczącą standardów sieciowych. Choć to nie pierwsze moje zetknięcie ze standardami sieciowymi, to pierwszy raz dociera do mnie, jak jest to ważne i zaczynam rozumieć całą koncepcję za tym stojącą. Będzie to później miało duże znaczenie.

Wybór tematu pracy dyplomowej

Będąc na ostatnim roku studiów, wybieram temat pracy dyplomowej – będzie nim system zbierający ruch na witrynach internetowych. I to właściwie kolejny przypadek. Istniejące wtedy na rynku systemy bardzo słabo radzą sobie z rozpoznawaniem przeglądarek internetowych. Najlepszy jest system firmy Gemius, który wykrywa ich aż… 6. Mam własną stronę internetową i sam chciałbym rozpoznawać wszystko, co się tylko da. Stworzenie tego typu systemu sugeruje mój promotor (co za zbieg okoliczności!), choć niekonieczne ma takie same cele. Tak powstaje System statystyk internetowych „Orwell Stat”. Nazwę, jak można się domyśleć, biorę od nazwiska twórcy książki Rok 1984 George’a Orwella. System, który zbiera dane o użytkownikach wchodzących na strony nasuwa mi takie skojarzenia.

Rynek przeglądarek internetowych

To, jak wygląda rynek przeglądarek internetowych najlepiej wyjaśni prosty wykres.

Wykres kołowy: Internet Explorer: 96%, inni: 4%

Najnowszą i najbardziej popularną wersję Internet Explorera jest wersja 6 – 60% rynku – i wersja 5 – 34% (Gemius, dane od 30.09 do 6.10.2013). Są to czasy, gdy Microsoft, po latach szybkiego rozwoju i wpakowaniu w ten projekt mnóstwa pieniędzy, uznał, że wygrał i rozwój tej przeglądarki został gwałtownie spowolniony. Wśród twórców stron internetowych, którzy znają (ówczesną) specyfikację HTML (4.01), czy CSS, jest to produkt powszechnie znienawidzony z powodu niepodążania za standardami, a w niektórych sytuacjach dość nieprzewidywalnego zachowania.

Kwiecień 2004

Klarują się wymagania techniczne

Gdy najważniejsza część systemu (czyli silnik zbierający i rozpoznający oprogramowanie) już działa, zabieram się za przygotowanie strony internetowej. Stawiam sobie następujące cele, jakie strona ma spełniać:

  • ma używać najnowszych standardów – XHTML 1.1, CSS 2.1 i SVG 1.1
  • ma być wygodna w obsłudze przez osoby z niepełnosprawnościami
  • do wyrenderowania strony nie będzie używany JavaScript
  • przyjmowanie ciasteczek ma być opcjonalne
  • treść ma być dostępna dla każdej przeglądarki internetowej obsługującej protokół HTTP 1.1 (czyli każdej poza tymi pierwszymi: Mosaic, Netscape Navigator 1, Internet Explorer 1 i 2)

Ten ostatni warunek mógłby brzmieć:

  • treść ma być dostępna dla każdej przeglądarki internetowej obsługującej protokół HTTP 1.0 (czyli każdej)

tylko musiałbym wtedy – specjalnie dla tej strony – wykupić adres IP u mojej firmy hostingowej, czego nie chcę robić.

W tamtych czasach większość webmasterów powiedziałaby, że stworzenie czegoś takiego jest niemożliwe. Obawiam się, że i dzisiaj spora grupa może tak twierdzić. Inną sprawą jest, że przy tak postawionych wymaganiach strona nie mogła wszędzie wyglądać identycznie. A powody były zupełnie prozaiczne. Weźmy np. Netscape Navigator 2. W chwili jego wydania nie istniał żaden ze standardów, który postanowiłem użyć… Brzmi jak ciekawe wyzwanie, prawda?

Wrzesień 2004

Projekt zostaje ukończony.

  • Strona może być przeglądana w dowolnej przeglądarce (obsługującej HTTP 1.1).
  • Do wyświetlenia treści nie jest potrzebna obsługa JavaScript (strona w ogóle go nie używa).
  • Nie jest konieczna obsługa interfejsu graficznego (działa bardzo dobrze w przeglądarkach tekstowych).
  • Nie wymaga przyjmowania ciasteczek.
  • Jest dostępna dla osób z niepełnosprawnościami (spełnia najwyższe kryteria dostępności WAI-AAA).
  • Przeglądarka nie musi obsługiwać żadnych wtyczek (np. Flash czy Java).
  • Serwer odpytuje przeglądarkę, co ona potrafi. Gdy potrafi ona w pełni obsługiwać aplikacje XHTML 1.1 – dostaje pełną wersję z wszystkimi wodotryskami. Jeśli nie – dostaje XHTML w trybie kompatybilności, bez graficznych udogodnień.

Jest tylko malutki problemik… W dniu ukończenia projektu nie istnieje na rynku przeglądarka, która potrafi w pełni wyświetlić system Orwell Stat. Serwis jest tak napisany, że nikt (bez analizy kodu) nie domyśli się, że czegoś brakuje, bo dostęp do treści jest w pełni zapewniony.

Głównym problemem jest animowany wykres w SVG. Istnieją dwie przeglądarki na rynku, które obsługują SVG. To specjalna eksperymentalna wersja Mozilli (poprzednik dzisiejszego SeaMonkey) i eksperymentalna przeglądarka (a właściwie narzędzie do edycji stron) od W3C: Amaya. Pierwsza z nich nie obsługuje animacji, a druga kompletnie nie radzi sobie ze stylami CSS.

Ja sam, żeby sprawdzić, czy to co napisałem ma szansę zadziałać w przyszłości używam wtyczki Adobe SVG Viewer i zmieniam SVG 1.1 na 1.0.

Marzec 2005

Ukazuje się testowa wersji Opery, która obsługuje SVG, wraz z animacją. Niestety obsługa jest bardzo ograniczona (jest to SVG Tiny – specjalna uproszczona wersja SVG powstała z myślą o urządzeniach mobilnych). Żeby Opera w ogóle była w stanie wyświetlić wykres – muszę przenieść część informacji o wykresie z pliku CSS do SVG. Dzięki temu po pół roku czekania jest w końcu na rynku przeglądarka, która potrafi wszystko wyświetlić, tak, jak to sobie zaplanowałem. Super, teraz wystarczy poczekać, aż testowa wersja Opery zamieni się w finalną i pozostali dołączą do Norwegów. Ile to może potrwać? Rok? Chyba nie więcej niż dwa lata.

Kwiecień 2005

Ukazuje się Opera 8. Pierwsza finalna wersja Opery i pierwsza przeglądarka internetowa w ogóle, która natywnie potrafi w pełni wyświetlić Orwell Stat.

Luty 2009

Apple wypuszcza Safari 4.

Maj 2009

Google publikuje Chrome 2.

Marzec 2011

Mozilla wydaje Firefox 4.

Styczeń 2020

15 stycznia 2020, po niespełna 16 latach od ukazania się systemu Orwell Stat, Microsoft wydaje Edge 79. Szes-na-ście lat! Na dodatek Edge potrafi to wyświetlić tylko dlatego, że Microsoft zmienia silnik na ten używany przez Chrome’a czy Operę.

A Internet Explorer? Niekwestionowany król przeglądarek w chwili powstawania systemu statystyk? Cóż… umarł zanim taka funkcja się w nim pojawiła.

Epilog

Na koniec o tym dlaczego standardy są ważne. Orwell Stat wyświetla się nieprzerwanie od 16 lat w praktycznie każdej przeglądarce. Jedyną wymuszoną zmianą było dopasowanie się do możliwości Opery w 2005 roku. Bez tego musiałbym czekać na pierwsze efekty kilka lat dłużej.

Gdyby ktoś pytał: o ile front-end wygląda w porządku, to strona serwerowa to raczej wstydliwy temat. Za każdym razem, gdy patrzę na kod, to nasuwa mi się myśl, że nie miałem pojęcia, o tym co robię…


Jakość obsługi klienta przez komitety wyborcze jest żenująca

Będzie o wyborach samorządowych, choć nie tyle o polityce, co raczej o obsłudze klienta przez komitety wyborcze i trochę przez samych kandydatów. To jest coś o czym nie planowałem pisać, ale okazało się, że temat jest dość ciekawy, więc postanowiłem się z tym podzielić.

Jak to się zaczęło

Mam taki zwyczaj, że przed wyborami – w szczególności samorządowymi – wysyłam pytania e-mailem do wybranych kandydatów. Nie jest to proste, bo komitety wyborcze tego nie ułatwiają. Najczęściej ciężko czegokolwiek dowiedzieć się o kandydatach, nie mówiąc już o adresach e-mail. Dlatego tym razem postanowiłem podejść do sprawy inaczej. Zebrałem listę wszystkich komitetów wyborczych z mojego okręgu i postanowiłem każdy z nich poprosić o e-maile do ich kandydatów. Tak: e-maile. Nie chciałem się kontaktować telefonicznie, przez Facebooka, formularze, tradycyjną pocztą. Sukcesem byłoby otrzymanie 176 adresów e-mail, bo tylu było kandydatów w moim okręgu.

Szukanie kontaktu do komitetów wyborczych

Brzmi banalnie, ale okazało się, że nie jest to takie proste. Zacząłem szukać stron komitetów używając ich pełnej nazwy. To nie zawsze się sprawdzało, więc szukałem wg skrótów, nazw powiązanych stowarzyszeń, partii politycznych itp. W efekcie po poszukiwaniach miałem listę e-maili. Czasem były to e-maile do lokalnych struktur większej organizacji, czasem był to e-mail centrali, w innych przypadkach e-mail lidera z okręgu itp. Mówiąc prosto – radziłem sobie jak mogłem. W efekcie miałem listę 18 z 19 komitetów wystawiających kandydatów do sejmiku lub rady miasta. Jak widać jednego brakuje. KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW ISKRA schował swój adres e-mail tak głęboko, że go nie znalazłem.

Kontakt z komitetami

Wysłałem w ostatnią sobotę i niedzielę (13 i 14 października 2018) prośbę o e-maile do tych komitetów, na które miałem namiar. W sobotę do tych, którzy wystawili kandydatów do rady miasta, a w niedzielę do sejmiku. Do tych, które nie odpowiedziały – wysłałem kolejnego e-maila kilka dni później.

Odpowiedzi komitetów

Na odpowiedzi czekałem do piątku, 19 października, do godz. 21:00. Patrząc, jakie odpowiedzi otrzymałem – podzieliłem komitety na kilka grup (od najgorszych – moim zdaniem – do najlepszych):

  1. Olewatorzy – w ogóle nie odpowiedzieli mimo dwóch e-maili w kilkudniowych odstępach czasu.
  2. Rodomaniacy, nieskuteczni i dziwacy – odpowiedzieli, ale – z różnych powodów – nie dostałem żadnych adresów e-mail.
  3. Porządni – odpowiedzieli i przysłali adresy e-mail kandydatów.

Szukając odpowiedzi sprawdzałem też folder SPAM, by żadnej nie przeoczyć (ale żadna tam nie trafiła). No ale idźmy po kolei.

Olewatorzy

Najliczniejsza grupa to ta najgorsza. Na prawdę większość komitetów postawiła zignorować mój e-mail. Do tej grupy zaliczają się:

  • KOMITET WYBORCZY POLSKIE STRONNICTWO LUDOWE
  • KOALICYJNY KOMITET WYBORCZY PLATFORMA.NOWOCZESNA KOALICJA OBYWATELSKA
  • KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW KUKIZ’15
  • KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW WOLNOŚĆ W SAMORZĄDZIE
  • KOMITET WYBORCZY PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ
  • KOMITET WYBORCZY WOLNI I SOLIDARNI
  • KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW NASZ KRAKÓW GRZEGORZA GORCZYCY
  • KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW „NOWOCZESNY KRAKÓW” KONRADA BERKOWICZA

Co tu dużo mówić. Wstyd.

Rodomaniacy, nieskuteczni i dziwacy

Tutaj robi się ciekawie. Zacznijmy od rodomaniaków. Tak nazwałem tych, którzy napisali, że żadnych e-maili mi nie podadzą, bo RODO. I do widzenia. Byli zbyt leniwi, by zapytać kandydatów (wcześniej lub już po moim mailu), czy zgadzają się oni (kandydaci) na podanie adresów e-mail. Tak zachowały się komitety:

  • KOALICYJNY KOMITET WYBORCZY SLD LEWICA RAZEM

Z uwagi na przepisy RODO nie ma prawnych możliwości przesłania Panu takich danych.

  • KOMITET WYBORCZY PARTII RAZEM

Uprzejmie informujemy, że z uwagi na ochronę danych osobowych nie udostępniamy e-maili osób kandydujących.

  • KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW RAZEM DLA KRAKOWA

Niestety w związku z ochroną danych osobowych nie możemy podać danych kontaktowych dla osób zewnętrznych.

Byli też nieskuteczni i dziwacy.

  • KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW BEZPARTYJNI SAMORZĄDOWCY

To komitet, który odpowiedział jako pierwszy.

Bardzo proszę napisać, kogo Pan reprezentuje i w czyim imieniu chce Pan zadać pytania kandydatom.
Kandydaci nie dali upoważnienia do rozdawania prywatnych adresów.
Jak Pan się przedstawi, to ja mogę przesłać Pana wiadomość do kandydatów i być może oni sami podadzą Panu swoje adresy.
Ten adres e-mail, na który Pan napisał, to adres sekretariatu KWW Bezpartyjni Samorządowcy dla Krakowa. Nie cenzurujemy wypowiedzi kandydatów.

Trochę zaskoczyła mnie taka odpowiedź. Przedstawiłem się po raz kolejny i odpowiedziałem na wszystkie pytania. Przez kilka dni była cisza. Gdy upomniałem się o odpowiedzi – otrzymałem to:

W dniu 13.10.2018. wieczorem wysłałam Pana zapytanie do kandydatów z Okręgu nr 3.  Kandydaci sami podejmują decyzję w sprawie udzielenia odpowiedzi.

Wygląda na to, że żaden z kandydatów nie był zainteresowany moimi pytaniami.

  • KOMITET WYBORCZY RUCH NARODOWY RP

Ruch Narodowy RP odpowiedział dopiero w czwartek, podając lepszy adres e-mail, na który powinienem pisać. Napisałem. Przyszła automatyczna odpowiedź, w której był podany kolejny e-mail. Też napisałem. Ale odpowiedzi nie było.

  • KOMITET WYBORCZY „WSPÓLNA MAŁOPOLSKA”

W przypadku „Wspólnej Małopolski” czułem się trochę jak w cyrku. Po pierwszym e-mailu dostałem taką odpowiedź:

Uprzejmie informuję, że zgodnie z obowiązującymi przepisami to Komitet Wyborczy prowadzi kampanię wyborczą. Kodeks Wyborczy ogranicza w tym względzie kandydatów. Dlatego proszę o skierowanie pytań do KW „Wspólna Małopolska”.

OK, czyli napisałem pod zły adres. Ale może jednak mi pomogą. Zatem odpisałem:

Jaki jest adres e-mail komitetu wyborczego „Wspólna Małopolska” lub adres strony internetowej, gdzie mogę znaleźć taki e-mail?

I muszę przyznać, że odpowiedź całkowicie mnie rozwaliła:

Ten, na który Pan pisze:)

Zgłupiałem całkowicie. Ale skoro jednak piszę na dobry adres, to nie dałem za wygraną:

Czy dostanę zatem listę adresów e-mail, o które prosiłem?

Odpowiedzi już nie było.

Porządni

Tutaj zaliczyłem wszystkie komitety wyborcze, które przysłały mi adresy e-mail kandydatów. Czasem nie od razu, ale dostałem to, o co prosiłem.

  • KOMITET WYBORCZY PARTIA ZIELONI

Odpisali po drugim e-mailu, ale dostałem namiar do trzech z ośmiu kandydatów (38%). Z tych trzech – odpowiedzi na pytania dostałem od dwóch (25% całości). Z czego jedna odpowiedź trochę zdawkowa. Dodatkowo jedna osoba obiecała odpowiedź, ale jej nie udzieliła (więc jej nie policzyłem).

  • KOMITET WYBORCZY STOWARZYSZENIA LEX NATURALIS

Dostałem e-maile trzech z sześciu kandydatów (50%). Na moje pytania odpisała tylko jedna pani (co stanowi 17% kandydatów). W dość osobliwy sposób (pisownia oryginalna):

Chętni napisze, ale proszę się przedstawić- powiedzieć kilka zdań o sobie. Każdego Pan pyta? Zawsze Pan tak czynił przed wyborami?
Czym się Pan zajmuje?
Pytam bo jutro mamy audycję w radiu i przyszło mi na myśl,że może służby nas obserwują by nam zaszkodzić. ?

To chyba najbarwniejsza odpowiedź, jaką dostałem. Niezbity z tropu odpisałem:

Nazywam się Hubert Gajewski (jak w nagłówku e-maila) i jestem wyborcą w Pani okręgu. Wysłałem pytania do wszystkich kandydatów, których e-maile dostałem od komitetów wyborczych. Od kilkunastu lat wybieram w ten sposób osoby, na które oddaję głos. Jeśli chce Pani być brana pod uwagę – proszę odpowiedzieć na moje pytania.

Jak widać niektóre pytania kandydatki zignorowałem. Ale najwidoczniej napisałem wystarczająco dużo, bo w kolejnym e-mailu kandydatka udzieliła wyczerpującej odpowiedzi na moje pytania.

  • KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW JACKA MAJCHROWSKIEGO – OBYWATELSKI KRAKÓW

Tutaj początkowo się nie udało:

Mimo wszystko uprzejmie proszę o przekazanie korespondencji do kandydatów na radnych – bardzo chętnie ją roześlemy.
Może Pan też odnaleźć kandydatów na FB.

Nie poddałem się i po dwóch kolejnych e-mailach otrzymałem namiar na pięciu z ośmiu kandydatów (63%). Na moje pytania odpowiedział tylko jeden kandydat (co stanowi 13% kandydatów).

  • KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW ŁUKASZA GIBAŁY „KRAKÓW DLA MIESZKAŃCÓW”

Jedyny komitet, który podał mi e-maile wszystkich kandydatów (100%). Wszystkich. Na dodatek odpisał dość szybko i nie musiałem się o to dopraszać. Na pytania odpisało mi trzech kandydatów (co stanowi 43% kandydatów). Powiedziałbym „tylko 43%”, gdyby nie fakt, że to i tak jest najlepszy wynik.

Podsumowanie

Prawie połowa całkowicie mnie zignorowała. Tylko 16% komitetów przysłało mi e-maile kandydatów. W sumie udało mi się uzyskać odpowiedzi od 4% kandydatów (7 ze 176). To chyba nie wymaga komentarza…

Komentarze wyłączone (poza trackbackami i pingbackami). Nie mam ochoty przedzierać się tutaj przez komentarze trolli, których przyciągają takie tematy. Gdyby ktoś jednak chciał się podzielić swoim spostrzeżeniami – będę śledził popularne wpisy z hashtagami #wybory2018 i #wyborysamorzadowe2018 na Twitterze.

Taksówkarze to najlepsi reklamodawcy Ubera

My go jeszcze załatwimy

Czerwiec 1997. Spaceruję wokół warszawskiego dworca centralnego. W pobliżu budynku stoi sznur taksówek, ich właściciele sobie rozmawiają, czekając a oa podróżnych. W pewnym momencie podjeżdża taksówka. Trochę inna niż pozostałe. Jakaś bardziej obklejona i ma nazwę korporacji, z którą związany jest kierowca. Od razu do samochodu podchodzi kobieta z walizką. Wygląda na to, że zamówiła taksówkę telefonicznie. Kierowca chowa walizkę do bagażnika, pani wsiada, kierowca też. Wtedy do jego samochodu podchodzi inny taksówkarz i daje mu do zrozumienia, że to nie jego teren. Adresat komunikatu chyba nie za bardzo się tym przejmuje i bardzo powoli rusza. Drugi natychmiast łapie za antenę (takie  czasy, wszystkie samochody miały wystąjące anteny) korporacyjnej taksówki i mówi Nigdzie nie pojedziesz! Wygląda na to, że argument siły działa. Po chwili pasażerka wysiada, a kierowca oddaje jej walizkę. Pani idzie w kierunku budynku dworca, facet odjeżdża.

Wydawałoby się, że to koniec historii. Jednak po chwili gawędzących taksówkarzy ogarnia wściekłość. My go jeszcze załatwimy! O co chodzi? Okazuje się, że kierowca korporacyjnej taksówki był bardziej cwany niż mogłoby się wydawać. Poprosił panią o przejście na drugą stronę dworca, skąd ją odebrał. Widziała to inna grupa władców dworca… to znaczy… taksówkarzy i dali znać kolegom przez radio.

Akcja w Warszawie, akt I

Marzec 2016. Czytam o tym jak ktoś oblał czymś auta kierowców Ubera w Warszawie. Firmy nie lubię, bo ma dość sporo na sumieniu. Ale po takiej akcji nagle doznaję amnezji i zakładam konto na Uber.com. Tym razem taksiarze przegięli. Jednak po założeniu konta przypominam sobie o grzeszkach Ubera. Konto mam, ale nie korzystam.

Nie mam drobnych

Październik 2006, Warszawa. Biorę taksówkę (taką korporacyjną). Cena za kilometr dużo powyżej średniej, ale nie mam czasu, więc nie wybrzydzam. Kierowca zawozi mnie na miejsce. Płacę gotówką, zostaje do wydania kilka złotych bilonem. Kierowca przetrząsa kieszenie, schowki… Nie mam drobnych – mówi w końcu. Aha. Spieszę się na spotkanie, kierowca zostaje ze sporym wymuszonym napiwkiem.

akcja w Warszawie, akt II

Marzec 2016. W Warszawie ktoś obrzucił jajami auto Ubera. Nie wiem, czy ta informacja jest prawdziwa, ale to wystarczy, bym przypomniał sobie o aplikacji, którą zainstalowałem tydzień wcześniej. Przetestuję usługę przy najbliższej okazji.

Usługa premium

Lipiec 2013, Warszawa… Czy ja jeżdżę taksówkami tylko w Warszawie, czy akurat coś z taksówkarzami ze stolicy jest nie tak? W poniedziałkowy ranek wsiadam do pierwszej taksówki pod drzwiami 5-gwiazdkowego hotelu. Trasa jest prosta: niecałe 6 kilometrów, wszystko jedno którymi ulicami. Taksówkarz miły i rozmowny. Dojeżdżamy na miejsce. Przychodzi do płacenia. Wiem jak długa jest trasa, jaki jest cennik w tej taksówce, więc gdy słyszę cenę dwukrotnie wyższą, niż się spodziewałem – zapala mi się czerwona lampka. Spoglądam na taksometr, a tam taryfa nr 4. Taka, którą stosuje się poza miastem w nocy lub w niedzielę. Jest dzień powszedni, dochodzi 9 rano, środek miasta – coś jest nie tak. Obliczam w głowie ile powinien kosztować kurs i daję kierowcy wybór: albo on przyjmuje tyle pieniędzy, ile mi wyszło z obliczeń albo wzywam policję. Facet próbuje się tłumaczyć, ale gdy widzi, że nie mam zamiaru się wycofać – przyjmuje obliczoną przeze mnie sumę. Na odchodne przebąkuje, że jego taksówka to usługa premium i dlatego jest droższa. Żeby było ciekawiej – korporacja taksówkarska oferuje usługę premium (lepsze samochody, płatne ekstra 20 zł – dziś trochę więcej), ale wymaga to wcześniejszego zadzwonienia i zamówienia takiej usługi.

Uber, pierwsze spotkanie

Kwiecień 2016. Postanawiam przetestować Ubera. Jestem zadowolony.

To działa

Od zeszłego roku korzystam z Ubera regularnie, a taksówką nie jechałem ani razu. Nie wiem, czy to wychodzi taniej, czy drożej. Podobno taniej. Kierowcy albo gorzej znają miasto albo w ogóle go nie znają. Używają nawigacji, co ciekawe, czasami ją ignorują, uznając, że wiedzą lepiej i pakują się w kłopoty. Niektórzy słabo mówią po polsku. Za to w samochodach jest zawsze czysto (niestety w taksówkach bywało z tym różnie) i samochody są w miarę nowe. Nie muszę analizować, czy kierowca ustawił dobrą taryfę, czy wiezie mnie na około, czy ma drobne, czy zepsuła mu się drukarka w taksometrze, czy wyjątkowo zapomniał terminala. Zamawiam, kilka minut później wsiadam, mówię dzień dobry, na miejscu do widzenia i wysiadam. To po prostu działa.

Prawo przewozowe

Ja sobie jeżdżę Uberem, a ich przeciwnicy dalej wojują. Ostatnio zrobili jakąś akcję (która to sprowokowała mnie do napisania na blogu) w Krakowie. Pocięte opony, kwas… Że w Uberze bez licencji jeżdżą, że nie mają kasy fiskalnej itp. Mnie jako klienta niespecjalnie interesuje kwestia prawna. A zapisy w prawie przewozowym powstały po to, by chronić klienta. Przed Uberem nikt nie musi mnie chronić. Zasady są proste, cennik znany, a fakturę mogę dostać mailem. A jeśli już zmieniać prawo, to nie w tym kierunku, w którym chcą taksówkarze.

Pamiętam też jak taksówkarze w Krakowie walczyli z firmą iCar, która oferowała tanie przewozy, ale nie była firmą taksówkową. I udało im się. Wywalczyli zmiany w prawie, a firma iCar jeździ dalej. Nadal jest taniej, z tą różnicą, że samochody mają na dachu napis TAXI i mogą jeździć tam, gdzie wcześniej nie miały prawa. Warto było wojować?

Najlepsi reklamodawcy

I to wszystko dzięki temu, że jakiś margines postanowił zabawić się w szeryfów. Gdyby nie to, pewnie dalej jeździłbym taksówkami. Taksówkarze to najlepsi reklamodawcy Ubera.