Category Archives: marketing

Taksówkarze to najlepsi reklamodawcy Ubera

My go jeszcze załatwimy

Czerwiec 1997. Spaceruję wokół warszawskiego dworca centralnego. W pobliżu budynku stoi sznur taksówek, ich właściciele sobie rozmawiają, czekając a oa podróżnych. W pewnym momencie podjeżdża taksówka. Trochę inna niż pozostałe. Jakaś bardziej obklejona i ma nazwę korporacji, z którą związany jest kierowca. Od razu do samochodu podchodzi kobieta z walizką. Wygląda na to, że zamówiła taksówkę telefonicznie. Kierowca chowa walizkę do bagażnika, pani wsiada, kierowca też. Wtedy do jego samochodu podchodzi inny taksówkarz i daje mu do zrozumienia, że to nie jego teren. Adresat komunikatu chyba nie za bardzo się tym przejmuje i bardzo powoli rusza. Drugi natychmiast łapie za antenę (takie  czasy, wszystkie samochody miały wystąjące anteny) korporacyjnej taksówki i mówi Nigdzie nie pojedziesz! Wygląda na to, że argument siły działa. Po chwili pasażerka wysiada, a kierowca oddaje jej walizkę. Pani idzie w kierunku budynku dworca, facet odjeżdża.

Wydawałoby się, że to koniec historii. Jednak po chwili gawędzących taksówkarzy ogarnia wściekłość. My go jeszcze załatwimy! O co chodzi? Okazuje się, że kierowca korporacyjnej taksówki był bardziej cwany niż mogłoby się wydawać. Poprosił panią o przejście na drugą stronę dworca, skąd ją odebrał. Widziała to inna grupa władców dworca… to znaczy… taksówkarzy i dali znać kolegom przez radio.

Akcja w Warszawie, akt I

Marzec 2016. Czytam o tym jak ktoś oblał czymś auta kierowców Ubera w Warszawie. Firmy nie lubię, bo ma dość sporo na sumieniu. Ale po takiej akcji nagle doznaję amnezji i zakładam konto na Uber.com. Tym razem taksiarze przegięli. Jednak po założeniu konta przypominam sobie o grzeszkach Ubera. Konto mam, ale nie korzystam.

Nie mam drobnych

Październik 2006, Warszawa. Biorę taksówkę (taką korporacyjną). Cena za kilometr dużo powyżej średniej, ale nie mam czasu, więc nie wybrzydzam. Kierowca zawozi mnie na miejsce. Płacę gotówką, zostaje do wydania kilka złotych bilonem. Kierowca przetrząsa kieszenie, schowki… Nie mam drobnych – mówi w końcu. Aha. Spieszę się na spotkanie, kierowca zostaje ze sporym wymuszonym napiwkiem.

akcja w Warszawie, akt II

Marzec 2016. W Warszawie ktoś obrzucił jajami auto Ubera. Nie wiem, czy ta informacja jest prawdziwa, ale to wystarczy, bym przypomniał sobie o aplikacji, którą zainstalowałem tydzień wcześniej. Przetestuję usługę przy najbliższej okazji.

Usługa premium

Lipiec 2013, Warszawa… Czy ja jeżdżę taksówkami tylko w Warszawie, czy akurat coś z taksówkarzami ze stolicy jest nie tak? W poniedziałkowy ranek wsiadam do pierwszej taksówki pod drzwiami 5-gwiazdkowego hotelu. Trasa jest prosta: niecałe 6 kilometrów, wszystko jedno którymi ulicami. Taksówkarz miły i rozmowny. Dojeżdżamy na miejsce. Przychodzi do płacenia. Wiem jak długa jest trasa, jaki jest cennik w tej taksówce, więc gdy słyszę cenę dwukrotnie wyższą, niż się spodziewałem – zapala mi się czerwona lampka. Spoglądam na taksometr, a tam taryfa nr 4. Taka, którą stosuje się poza miastem w nocy lub w niedzielę. Jest dzień powszedni, dochodzi 9 rano, środek miasta – coś jest nie tak. Obliczam w głowie ile powinien kosztować kurs i daję kierowcy wybór: albo on przyjmuje tyle pieniędzy, ile mi wyszło z obliczeń albo wzywam policję. Facet próbuje się tłumaczyć, ale gdy widzi, że nie mam zamiaru się wycofać – przyjmuje obliczoną przeze mnie sumę. Na odchodne przebąkuje, że jego taksówka to usługa premium i dlatego jest droższa. Żeby było ciekawiej – korporacja taksówkarska oferuje usługę premium (lepsze samochody, płatne ekstra 20 zł – dziś trochę więcej), ale wymaga to wcześniejszego zadzwonienia i zamówienia takiej usługi.

Uber, pierwsze spotkanie

Kwiecień 2016. Postanawiam przetestować Ubera. Jestem zadowolony.

To działa

Od zeszłego roku korzystam z Ubera regularnie, a taksówką nie jechałem ani razu. Nie wiem, czy to wychodzi taniej, czy drożej. Podobno taniej. Kierowcy albo gorzej znają miasto albo w ogóle go nie znają. Używają nawigacji, co ciekawe, czasami ją ignorują, uznając, że wiedzą lepiej i pakują się w kłopoty. Niektórzy słabo mówią po polsku. Za to w samochodach jest zawsze czysto (niestety w taksówkach bywało z tym różnie) i samochody są w miarę nowe. Nie muszę analizować, czy kierowca ustawił dobrą taryfę, czy wiezie mnie na około, czy ma drobne, czy zepsuła mu się drukarka w taksometrze, czy wyjątkowo zapomniał terminala. Zamawiam, kilka minut później wsiadam, mówię dzień dobry, na miejscu do widzenia i wysiadam. To po prostu działa.

Prawo przewozowe

Ja sobie jeżdżę Uberem, a ich przeciwnicy dalej wojują. Ostatnio zrobili jakąś akcję (która to sprowokowała mnie do napisania na blogu) w Krakowie. Pocięte opony, kwas… Że w Uberze bez licencji jeżdżą, że nie mają kasy fiskalnej itp. Mnie jako klienta niespecjalnie interesuje kwestia prawna. A zapisy w prawie przewozowym powstały po to, by chronić klienta. Przed Uberem nikt nie musi mnie chronić. Zasady są proste, cennik znany, a fakturę mogę dostać mailem. A jeśli już zmieniać prawo, to nie w tym kierunku, w którym chcą taksówkarze.

Pamiętam też jak taksówkarze w Krakowie walczyli z firmą iCar, która oferowała tanie przewozy, ale nie była firmą taksówkową. I udało im się. Wywalczyli zmiany w prawie, a firma iCar jeździ dalej. Nadal jest taniej, z tą różnicą, że samochody mają na dachu napis TAXI i mogą jeździć tam, gdzie wcześniej nie miały prawa. Warto było wojować?

Najlepsi reklamodawcy

I to wszystko dzięki temu, że jakiś margines postanowił zabawić się w szeryfów. Gdyby nie to, pewnie dalej jeździłbym taksówkami. Taksówkarze to najlepsi reklamodawcy Ubera.

MozCamp Europe 2012 w Warszawie zakończony

Tegoroczny europejski MozCamp – jak niektórzy wiedzą – lub domyślili się na podstawie obrazka, który umieściłem ostatnio na blogu – odbył się w Warszawie. Do Polski przybyło prawie 300 osób z różnych krajów Europy, Afryki, Ameryki Północnej oraz kilka osób z krajów azjatyckich. Mógłbym o tym pisać i pisać, ale postaram się wszystko bardzo mocno streścić. Będzie trochę chaotycznie, bo mam mało czasu, a dużo do przekazania.

MozCamp 2012 - logo

MozCamp 2012

Piątek, 7 września 2012

Wszystko zaczęło się od piątkowej imprezy w Champions Sports Bar & Restaurant, gdzie było dużo czasu być coś zjeść i pogadać z innymi mozillowcami.

Sobota, 8 września 2012

W sobotę przenieśliśmy się z hotelu do Fabryki Trzciny, gdzie odbywała się prezentacje. Po krótkim powitaniu na scenę wyszli najpierw Tristan Nitot, a później Mitchell Baker, by wprowadzić na do tematu przewodniego tego MozCampu – Mobilize Mozilla.

Jay Sullivan zarysował wizję hasła the Web is the platform i potem zobaczyliśmy trzy dema – BananaBread – pierwsza gra typu FPS, w którą by pograć wystarczy wejść na stronę internetową (do tej pory takie rzeczy wymagały trochę więcej zabiegów), Firefox OS, nowy system operacyjny dla urządzeń mobilnych oraz WebRTC, standard, dzięki któremu można prowadzić rozmowy audio i wideo bezpośrednio w przeglądarce internetowej, bez użycia dodatkowych wtyczek (z tym ostatnim demo trochę nie wyszło, ale myślę, że o samym WebRTC w przyszłym roku będzie głośno).

Zrzut ekranu z gry Banana Bread

Banana Bread

 

David Slater zrobił prawdziwe show, mówiąc o rynku przeglądarek internetowych, o aktualnych strategiach marketingowych i o różnicach między konkurencją, a Mark Surman przypominał o misji Mozilli.

Wykres kołowy: T-Shirts: 99%, Other: 1%, obok wykresu mężczyzna odsłaniający koszulę, pod którą jest czerwona koszulka z logo Firefoksa

Firefox Desktop Marketing Plan

 

Potem nastąpiła prezentacja ponad 30 społeczności lokalizacyjnych Mozilli, w tym oczywiście polskiej 🙂

Po lunchu każdy miał do wyboru jedną z sześciu sal, w każdej działo się coś innego. Ja wybrałem się B2G Localization Workshop Stasia Małolepszego, który miał strasznego pecha – psuło mu się absolutnie wszystko, co miał pokazać. Mimo wszystkich tych trudności technicznych poradził sobie bardzo dobrze z wytłumaczeniem jak to z jest z lokalizacją nowego systemu operacyjnego od Mozilli.

Tego dnia udało mi się jeszcze zobaczyć prezentację Barbary Hueppe  – 15 Years of Mozilla Campaign Ideas oraz Williama Quivigera i Pierrosa Papadeasa (Mozilla Reps: update and next steps).

Wieczorem zjedliśmy kolację w restauracji Browarmia Królewska. Niektórzy wrócili do hotelu zachrypnięci (było karaoke) 😉

Niedziela, 9 września 2012

W niedzielę pierwszy był Leadership Panel – sesję, w ramach której 9 przedstawicieli złożonych z pracowników Mozilli i wolontariuszy odpowiadało na pytania. Warto zauważyć, że mieliśmy tam swoją reprezentantkę – Joasię Mazgaj.

Joanna Mazgaj

Joanna Mazgaj

 

Potem wpadłem na krótko na Brainstorming: User Experience (UX) FeedbackMary Trombley i William Selman mówili trochę na temat UX, a potem podzielili ludzi na grupy, z których każda miała jakiś problem do rozwiązania.

Trochę przypadkiem trafiłem na prezentację Michała Budzyńskiego B2G Game Development – na temat gier działających natywnie w przeglądarkach internetowych (od gier CSS-owych, aż po gry w WebGL-u). Przy okazji: była to chyba najlepsza prezentacja na tym MozCampie.

Mounir Lamouri mówił o WebAPI (WebAPI Status), Axel Hecht i Jeff Beatty porozmawiali z lokalizatorami na temat szybkiego cyklu wydawniczego Firefoksa (Firefox L10n under Rapid Release), a William Reynolds opowiadał (How marketing Firefox OS is different (and how you can help!)) jakie wyzwania wiążą się z marketingiem Firefox OS i jak bardzo różni się to od tego, co Mozilla robiła do tej pory.

Ostatnią prezentacją, na jaką trafiłem było What is the open web + why is it important: parallels, parables, and nightmare scenarios, w której w dość zabawny sposób John Jensen mówił o otwartej sieci i poważnych zagrożeniach, jakie na nią czyhają.

Wieczorkiem w kilka osób z Aviary.pl, razem z Merike Sell z Estonii udaliśmy się na kolację do włoskiej restauracji Chianti i dzień dobiegł końca.

Poniedziałek, 10 września 2012

W poniedziałek większość wróciła do domu. Ja jednak wybrałem się na dalszą wycieczkę, o czym wkrótce 😉

Więcej zrobionych przeze mnie zdjęć z MozCampu pojawi się za jakiś czas na Flickrze – jeśli nie uda mi się zrobić tego dzisiaj – to zdjęć można spodziewać się za kilka tygodni.

Aktualizacja: zdjęcia są już w serwisie Flickr.

Stokrotne dzięki razy 250 milionów, czyli kiedy tłumaczenie jest sztuką

Pamiętam czasy, gdy Mac OS X, system operacyjny firmy Apple nie miał oficjalnego polskiego wydania. Było za to spolszczenie (delikatnie mówiąc dość oryginalne) oferowane przez firmę SAD, dystrybutora sprzętu tej firmy na rynek polski.

Wszyscy nabijali się w tamtych czasach ze staropolskiego Poniechaj (jako tłumaczenia Cancel) na przyciskach systemowych i innych dziwactw. Nawet gorzej – w Aviary.pl przy lokalizacji Firefoksa, czy Thunderbirda musieliśmy uwzględniać takie perełki, by zapewnić zgodność tłumaczenia aplikacji z tłumaczeniem systemu. Dlatego Firefox na system Apple’a też miał na przycisku Poniechaj.

Od czasu, od kiedy Apple zapewnia oficjalne tłumaczenie swoich produktów, czy stron internetowych dużo się zmieniło. Powiedziałbym bardzo dużo i poszło to we właściwym kierunku.

Tyle tytułem wprowadzenia. Właściwie, to nawet nie o Apple chciałem napisać (choć to ich dotyczy), ale o pewnym wydarzeniu, kiedy można było przetłumaczyć coś dobrze albo bardzo dobrze.

Przeczytałem dziś na MacRumors.com, że Apple świętuje 25 miliardów pobrań z App Store. Jest tam zdjęcie ze strony głównej Apple z tekstem: A billion thanks. 25 times over. – co można dosłownie (pomińmy szukanie dobrej formy) przetłumaczyć jako Miliard podziękowań. 25 razy. Wszedłem na polską wersję strony i…

Tekst nad obrazkiem z wieloma ikonami: Stokrotne dzięki. Razy 250 milionów. Liczba pobrań z serwisu App Store osiągnęła 25 miliardów. Ten fantastyczny wynik to Wasza zasługa.

Stokrotne dzięki. Razy 250 milionów.

 

Prawda, że fajne? Ale czy poprawne, czy jest dobre marketingowo? Nie wiem, bo ktoś w pierwszej chwili dostrzeże 250 milionów, a nie 25 miliardów. No i w wersji oryginalnej nie jest to Thanks a million (odpowiednik polskiego stokrotne dzięki). Poza tym w owym stokrotne dzięki nie musi oznaczać wcale że chodzi o podziękowanie przekazane sto razy – może to być po prostu wielokrotne podziękowanie. Z drugiej strony ja się na chwilę zatrzymałem, żeby sobie w głowie przeliczyć, czy dobrze zsumowali. A skoro się zatrzymałem, to chyba już jakiś efekt osiągnęli. No i napisałem o tym, więc chyba jednak jest dobre.

A tak wygląda to w oryginale:

Tekst nad obrazkiem z wieloma ikonami: A billion thanks. 25 times over. The App Store has reached 25 billion downloads. Thanks for getting us there.

A billion thanks. 25 times over.

 

Z całej gamy języków, w jakich dostępna jest ich strona – coś podobnego pojawiło się jeszcze tylko po chińsku (zapis tradycyjny):

Tekst nad obrazkiem z wieloma ikonami: 10 億句多謝,25 倍的謝意。App Store 下載量已達到 250 億次。一切全賴有你。

10 億句多謝,25 倍的謝意。

 

Aviary.pl tłumaczy większość stron internetowych Mozilli, stąd wiem jak trudno czasem przetłumaczyć teksty o charakterze marketingowym. Tutaj może trudno nie było, ale tłumacz (tłumaczka?) – moim zdaniem – pokazał klasę. Moje gratulacje.