Tag Archives: ja

Pierwsze zawody

W niedzielę w Bochni odbył się XIII Memoriał Mjr. Bacy, bieg na 10 km. Jako że od czterech miesięcy biegam, postanowiłem wystartować po raz pierwszy w tych (i w ogóle) zawodach. Nie zdążyłem potrenować i tydzień przed biegiem dopadła mnie angina. Na szczęście szybko przeszła i 6 sierpnia stawiłem się (lekko kaszlący) na starcie. Chciałem, żeby w czasie biegu mocno padało. Lepsze to niż bieganie w upale – pomyślałem. No i wykrakałem. Aż za bardzo. Mieliśmy oberwanie chmury. Efekt był odwrotny od zamierzonego. Tak lało, że porobiły się kałuże, w które wpadało się butami do kostek… A w całkowicie przemoczonej koszulce nie biegnie się zbyt dobrze…
Wystartowały 72 osoby, dobiegło do mety 69, w tym ja. W klasyfikacji generalnej mężczyzn zająłem 49. miejsce z czasem 48:29. Od czegoś trzeba zacząć 😉

Aha! Dostałem ładny medal.
XIII Memoriał Mjr. Bacy - medal

Niedźwiedź budzi się ze snu

No tak. Chyba się obudziłem. Koniec odpoczywania po studiach. Nie chcąc ciągle odpowiadać na pytania dlaczego na mojej stronie nic się nie dzieje – postanowiłem przywrócić ją do życia. Tym bardziej, że rzeczywistość wokół jest tak ciekawa, że aż szkoda o tym nie wspominać.

Kilka słów odnośnie tego, co się działo przez ostatnie półtora roku. A działo się niewiele. Skończenie studiów miało jedną wielką zaletę: wreszcie mam dużo wolnego czasu. Szybko postanowiłem go zredukować 🙂 Zmniejszyłem trochę aktywność (ostatnio nawet bardzo) na Forum MozilliPL, zamiast tego zacząłem męczyć Marcoosa i Piotrka zgłaszając błędy w polskim Firefoksie i Thunderbirdzie. W grudniu zeszłego roku wreszcie (po ośmiu latach przerwy) odwiedziłem Poznań, gdzie był zlot polskich mozillowców. Wariat: jeszcze raz dzięki za miłe przyjęcie. Z wizyty w Poznaniu chyba najbardziej utkwiła mi w pamięci nocna przejażdżka BMW pewnego taksówkarza. Nie chodzi o to jak jechał, czym jechał, ale o to jak wyglądał. Co jak co, ale łysego taksiarza w dresie, z szerokim karkiem i łańcuchem na ręcę, to ja jeszcze nie spotkałem. Poza wyglądem niczym nie wyróżniał się od przeciętnego kierowcy taksówki.

Koncert swojego ulubionego U2 zobaczyłem… w kinie. Miałem w pamięci koncert na warszawskim Służewcu w 1997 roku, kiedy kupowałem bilety kilka godzin przed koncertem i nie przypuszczałem, że tym razem bilety rozpłyną się w ciągu dwóch tygodni. Trudno. Może następnym razem.

Przeczytałem wreszcie „Rok 1984” George’a Orwella (przy okazji: obejrzałem też film), „Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patricka Süskinda, kilka książek Ericha Fromma i kilka informatycznych.

To tak w większym skrócie.