Tag Archives: język polski

Jak przetłumaczyć „user agent”?

W Firefoksie 4, którego wersja finalna pojawi się niebawem pojawiają się tzw. Informacje dla pomocy technicznej, gdzie jednym z elementów na liście jest tzw. user agent. Dla niewtajemniczonych – jest to sposób w jaki przedstawia się program, łączący się z jakimś serwisem w Internecie. Na przykład mój testowy Firefox – z którego właśnie korzystam – otwierając jakąś stronę internetową przedstawia się jej tak: Mozilla/5.0 (Macintosh; Intel Mac OS X 10.6; rv:2.0b10pre) Gecko/20110119 Firefox/4.0b10pre.

Zastanawiamy się właśnie jak przetłumaczyć user agent. Zauważyłem, że polska Opera używa określenia identyfikacja przeglądarki. Niestety polskie tłumaczenie występuje we wspólnej części dla Firefoksa i m.in. Thunderbirda (tzw. toolkit), dlatego propozycje zawierające słowo przeglądarka – odpadają.

Jeśli ktoś ma dobrą propozycję – proszę o dopisanie jej w bugu (gdzie o tym dyskutujemy) lub tutaj.

Zależy nam na tym, by tłumaczenie było na tyle uniwersalne, by mogło być szerzej stosowane, zamiast dzisiejszej anglojęzycznej formy.

22 stycznia 2011: Po napisaniu tego, a potem po przeczytaniu kilku (w tym swoich) komentarzy i opisów na Wikipedii –  dostrzegłem ciekawą rzecz. O ile w języku angielskim user agent odnosi się do samego programu, to w języku polskim częściej funkcjonuje jako określenie ciągu znaków jakim ten program się przedstawia.

Przerzeżże czyli język polski jest cool

Język polski wciąż mnie zaskakuje. Jak przeczytałem w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w sobotę w Katowicach odbył się kolejny ogólnopolski konkurs ortograficzny. Niezłe poruszenie na sali wywołało zdanie Przerzeżże przerzynarką na przestrzał miłorząb tuż-tuż obok tui. Jak podaje „Wyborcza” słowo przerzeżże napisało poprawnie 20 spośród pięciu tysięcy osób, czyli mniej niż 1% piszących. I ja im się wcale nie dziwię. Ów potworek to tryb rozkazujący słowa przerzezać, na dodatek z partykułą wzmacniającą. Nie ma tego w słownikach, do wczoraj „nie wiedziało” o tym Google. Na dodatek pachnie (to przez tę partykułę!) staropolszczyzną… Portal Gazeta.pl opublikował zapis dźwiękowy tego dyktanda.

To może ja się pójdę douczyć.

Kapsułki informacyjne i inne kwiatki

Często na stronach internetowych spotykam rzeczy w rodzaju „polityka prywatności”, „zasady prywatności” itp. Nie czytam tego – pewnie jak większość ludzi. Dzisiaj, będąc na stronie Citibanku, coś mnie podkusiło i kliknąłem w tego typu odnośnik. Rzuciłem szybko okiem i dostrzegłem link do jakichś „kapsułek”. W nawiasie było jednym słowem wyjaśnione co to takiego, ale musiałem się upewnić. Kliknąłem. Przeniosłem się na stronę, na której mogłem sobie poczytać o owych kapsułkach informacyjnych. Okazuje się, że coś, co wszyscy znają pod nazwą ciasteczka lub cookies, jest dla Citi „kapsułką informacyjną”. Myślałem, że coś przespałem, ale takiego pojęcia nie ma ani na stronach PWN-u, ani w Wikipedii. Google znajduje jedynie kilka stron z takim określeniem.

Citi zaczyna być bankiem dla jakiejś wyalienowanej grupki ludzi ;). W lutym pisałem o tym, jak swój system bankowości internetowej kieruje do tysiąca użytkowników archiwalnej przeglądarki internetowej, a ignoruje trzy miliony używających nowoczesnego oprogramowania. A teraz ta nowomowa.

A przy okazji: ten tekst o ciasteczkach, pardon: „kapsułkach informacyjnych”, ktoś pisał chyba o trzeciej w nocy. Literówki, w wielu miejscach brak polskich znaków diakrytycznych, autor nie wiedział też, że przymiotniki piszemy małą literą. Są i błędy logiczne: „Korzystanie z kapsułek informacyjnych nie pozwala również na przedostanie się wirusów.” Autorowi chodziło pewnie o to, że korzystanie z cookies nie powoduje dodatkowego zagrożenia, a wyszyło na to, że używanie ciasteczek zapewnia ochronę przed wirusami…