Tag Archives: strony internetowe

Ciasteczkowa zaraza się szerzy, Stooq jest ciężko chory

Wszyscy słyszeli już o dyrektywie Unii Europejskiej odnośnie cookies. Ciężko nie zauważyć tych durnych komunikatów o ciasteczkach, które rozprzestrzeniły się po sieci. Nie będę pisał o chorym prawie, bardziej przeraża mnie jego implementacja. Niektórzy pokazują informację raz, która po odświeżeniu strony znika, inni wyświetlają ją za każdym razem, aż ktoś nie zaakceptuje warunków, jeszcze inni zasłaniają treść.

Miałem tego dość – odkurzyłem nieużywany Adblock Plus i dodałem reguły wycinające to cholerstwo. Dzięki temu strony internetowe znów zaczęły wyglądać, jak za starych dobrych czasów. Do czasu.

Wszedłem dziś na Stooq.pl po dłuższej przerwie i moim oczom ukazało się coś takiego:

Tekst na całą stronę: Serwis Stooq używa plików cookies (identyfikator i konfiguracja użytkownika, sesje, statystyka, obsługa emisji reklam).  W celu korzystania z serwisu wymagana jest zgoda na zapis plików cookies na Twoim komputerze lub innym urządzeniu.  Wyrażam zgodę na zapis plików cookies  (wymaga włączenia obsługi plików cookies w przeglądarce)  dowiedz się więcej o plikach cookies  (Dyrektywa Unii Europejskiej 2009/136/WE)

Nie da się tego obejść – każdorazowa próba wejścia na stronę kończy się przekierowaniem na powyższą stronę.

Drogie Stooq.pl, zgodę wyraziłem tutaj (no może z wyjątkiem reklam z zewnętrznych serwisów):

Firefox - Preferencje, panel Prywatność, opcja Akceptuj ciasteczka zaznaczona, opcja Akceptuj ciasteczka z witryn inne niż odwiedzane - niezaznaczona

Czas poszukać innego serwisu, podobnego do Stooq.pl. Ze smaczniejszymi ciastkami.

Kupowałem w Ubuntu One Music Store

Przyglądałem się Ubuntu One Music Store w zeszłym roku, zaraz po tym jak sklep ruszył. Zapamiętałem tylko wyższe niż w iTunes ceny i szybko o sklepie zapomniałem.

Ubuntu One Music Store

Teraz, po wydaniu Ubuntu 13.04 przypomniałem sobie o sklepie i tym razem ciekawość nie pozwoliła mi tego tak zostawić. Postanowiłem coś kupić.

Wybór utworów

Zacząłem od poszukiwania utworu, który mógłbym kupić. I tutaj zaczęły się schody. Kupując w iTunes jestem przyzwyczajony do tego, że większość szukanych przeze mnie utworów tam jest. W sklepie Ubuntu jest pod tym względem fatalnie.

Oczywiście mam świadomość, że to zestawienie Dawida z Goliatem. Ubuntu One Music Store to pół roku doświadczenia, a iTunes Store to 10 lat na rynku, największy sklep muzyczny na świecie z ofertą 26 milionów utworów i właściciel, który ma tyle pieniędzy, że nie wie, jak je wydać. Tyle, że mnie – jako klienta – mało to interesuje. Chcę kupić szybko, łatwo, tanio, bez DRM, i w dobrej jakości.

Wróćmy do oferty. Gatunek muzyczny nie ma tutaj znaczenia, popularność wykonawcy podobnie. Natomiast duże znaczenie ma data wydania albumu/singla. Z nowościami jest krucho. No to zacząłem szukać klasyków sprzed kilku/kilkunastu lat.

Jakość i ceny

Utwory dostępne są w różnej jakości – od MP3 256 kbps (przynajmniej utworów dostępnych w gorszej jakości nie widziałem) do AAC 320 kbps. Z cenami jest trochę inaczej niż myślałem. Większość utworów jest faktycznie droższa niż w iTunes (1,49 € vs. 1,29 €), ale ceny albumów są częściej niższe (9,99 € vs. 10,99 €), rzadziej zdarza się, że ceny są identyczne.

Kupujemy

Przed samym zakupem można oczywiście odsłuchać fragment utworu. Po ponad pół godziny szukania czegoś do kupienia wybrałem Nightswimming zespołu R.E.M. z 1992 roku.
R.E.M. - Nightswimming - widok w sklepie w trakcie odtwarzania

Kupowanie jest dość proste, choć trzeba trochę więcej poklikać niż w iTunes (i pomijam tutaj pierwszy zakup, kiedy trzeba wprowadzić dane karty kredytowej), bo utwory dodaje się do koszyka i potem dopiero potwierdza, ale jest w miarę OK.

Utwór Nightswimming dodany do koszyka w Ubuntu One Music Store

Z jedną rzeczą trzeba uważać – utwór po zakupie nie jest w sklepie w żaden sposób oznaczony jako kupiony, cena wciąż jest widoczna i wygląda na to, że można go kupić jeszcze raz. Doszedłem do etapu, gdzie po dodaniu go do koszyka wystarczyło kliknąć Complete purchase i dalej nie chciałem sprawdzać. Nie podoba mi się to.

Synchronizacja

Utwór po zakupie pobrał mi się automatycznie na wszystkie urządzenia, gdzie mam zainstalowane Ubuntu One. Szkoda tylko, że nie trafia do odpowiednich katalogów, gdzie już przechowywana jest muzyka, tylko do ~/.ubuntuone/Purchased from Ubuntu One/.

W danych o pliku nie ma informacji kto go kupił (jak w iTunes), a w komentarzu zauważyłem Purchased from 7digital.com. Trochę to dziwne, bo myślałem, że kupuję gdzieś indziej…

Chyba tyle. Wolę jednak iTunes, ale gdyby Ubuntu było moim jedynym systemem operacyjnym – pewnie bym tam kupował.

Ponad 5% polskich internautów nie ma Flasha

Według dzisiejszego rankingu Gemiusa wtyczki Adobe Flash Player nie używa ponad 5% polskich internautów.

Adobe Flash: udział w rynku: wersja 11 - 85,71%, wersja 10 - 8,58%,  niezainstalowany - 5,06%, wersja 9 - 0,43%, wersja 6 - 0,13%

Ponad 5% polskich internautów nie ma Flasha

To mi trochę przypomina początki Firefoksa…

Dawno, dawno temu Flash pozwalał osiągnąć, to było trudne lub niemal niemożliwe do osiągnięcia dzięki CSS (Internet Explorer 6!) i JavaScript (choćby ze względu na mało wydajne silniki przeglądarek internetowych). Ale dzisiaj, to już zbędna technologia. Zupełnie nie rozumiem firm, które używają tego na swoich stronach internetowych. Przecież przez to tracą prawie milion potencjalnych klientów.

Ja sam wtyczki Flash firmy Adobe przestałem używać jakieś 2,5 roku temu. Najpierw ją po prostu wyłączyłem i włączałem okazyjnie, kiedy bardzo potrzebowałem. A potem uznałem, że nie jest mi już potrzebna i po prostu odinstalowałem. Na samym początku trochę mi przeszkadzało, gdy nie mogłem czegoś zobaczyć, ale potem po prostu nauczyłem się to ignorować. Bez tego cholerstwa naprawdę wygodniej korzysta się z Internetu. A patrząc na dzisiejsze wyniki – to co kiedyś było dziwactwem, powoli staje się normą. I dobrze.