Kategorie
Aviary.pl IT Mozilla strony internetowe

Kierownik lokalizacji Mozilla Developer Center poszukiwany

Coś takiego nie zdarza się u nas na co dzień. Po raz pierwszy od trzech lat (czyli od momentu, kiedy prowadzimy rekrutację) szukamy nie tłumacza czy testera, ale osoby, która pokieruje całym (i to nie małym) projektem. Szukamy kierownika lokalizacji polskiej wersji Mozilla Developer Center.

Mozilla Developer Center - logo

Wczoraj opublikowałem na naszej stronie ogłoszenie z tym związane. Wymagania są opisane w ogłoszeniu – tutaj tylko wspomnę o tym na jakim etapie jest teraz MDC i czym będzie zajmowała się osoba, której szukamy.

Polskie MDC rozwijało się całkiem nieźle, choć często pojawiały się problemy z jakością artykułów tłumaczonych przez ochotników. Ale wszystko szło do przodu. Do chwili, kiedy dwa lata temu (o ile dobrze pamiętam) Mozilla zdecydowała się zamienić MediaWiki na DekiWiki. Problemy z jakością nagle zniknęły – nie dlatego, że znaleźliśmy jakiś cudowny sposób na to – po prostu po tej zmianie gwałtownie spadła liczba edycji. Wynikało to z niedoskonałości nowego narzędzia. Część problemów została rozwiązana, część nie. Tyle historii.

I tutaj pojawia się zadanie dla osoby, której szukamy. Pierwsza rzecz – to przyjrzenie się procesowi lokalizacji, znalezienie słabych punktów przeszkadzających w pracy, zgłoszenie ich i zaproponowanie zmian. Druga rzecz – przygotowanie planu lokalizacji – co tłumaczyć, w jakiej kolejności, ilu ludzi do tego potrzeba itp. Trzecia rzecz – przetłumaczenie kilku kluczowych artykułów. Czwarta rzecz – zebranie wszystkich przydatnych informacji na stronie wiki projektu, tak by każda nowa osoba mogła się łatwo wdrożyć oraz by dało się jakoś śledzić postępy prac. I wreszcie rzecz piąta – dobranie zespołu tłumaczy.  Idealny projekt dla lubiących wyzwania. Po 2 latach zweryfikujemy co się udało zrobić i zdecydujemy co dalej z polskim MDC. Ktoś chętny? Dołącz do nas.

Kategorie
finanse jakość strony internetowe

e-PIT (prawie) działa

Wczoraj na dobre ruszył projekt e-Deklaracje Ministerstwa Finansów. Nie czekając długo rozliczyłem się z urzędem skarbowym kilka godzin po tym, jak na stronie pojawił się odpowiedni program.

By mieć pewność, że trafiłem na właściwą stronę – skorzystałem z adresu https://www.e-deklaracje.gov.pl/. Bum! No i pierwsza wpadka:

To połączenie jest niezaufane. Program Minefield został poproszony o nawiązanie bezpiecznego połączenia z serwerem www.e-deklaracje.gov.pl, ale nie można potwierdzić bezpieczeństwa tego połączenia.

Powód? Certyfikat jest wystawiony dla domeny www.mf.gov.pl. Ale to jeszcze nic. Jest powód numer dwa: otóż ten certyfikat wygasł… w grudniu 2007 roku. W pełni profesjonalne podejście do sprawy…

No cóż, pozostało się z tym pogodzić albo rozliczyć tradycyjnie. Wybrałem to pierwsze.

Instalacja programu do rozliczeń jest dość prosta, ale sam program wymaga poprawy. Po zainstalowaniu nie zauważyłem, że dodał mi się skrót w menu Programy > Akcesoria i odpalałem program z terminala. Niestety dwie na trzy próby uruchomienia kończyły się niepowodzeniem.

Gdy nie było błędów – moim oczom ukazywało się coś takiego:

Wygląd programu po uruchomieniu. Widoczne cztery sekcje: 1. Rozliczenie PIT-37, 2. Moje rozliczenia, 3. Akty prawne, 4. Ustawienia programu

Wypełnianie deklaracji polega na wpisywaniu danych w edytowalne pola pliku PDF, który wygląda jak papierowa deklaracja.

Wpisałem trochę danych i dostrzegłem przycisk Sprawdź poprawność. Nacisnąłem. Program ostrzegł mnie pop-upem, że nie wszystkie pola są wypełnione. Zamknąłem okienko z ostrzeżeniem, niestety natychmiast pojawiło się nowe, identyczne. I mogłem tak sobie klikać setki razy. Skończyło się na ubiciu programu i ponownym uruchomieniu.

Wypełniłem formularz od nowa (można było zapisać kopię roboczą, ale nie zrobiłem tego, zanim program się posypał). Krok drugi, to możliwość podglądnięcia danych w formacie, w jakim będą wysłane (XML). I krok trzeci – nacisnąłem Wyślij. Poszło. Po chwili, nie chcąc czekać, poprosiłem o potwierdzenie odbioru (to dowód rozliczenia się z fiskusem). Przyszło – zeznanie podatkowe zostało przyjęte. Potwierdzenie można wydrukować.

No dobrze, ale chciałbym sobie wydrukować również PDF-a, którego wypełniłem. Bum! Ktoś zapomniał o takiej – wydawałoby się – podstawowej opcji! Hmm… Zajrzałem do opcji programu. Są dwie. Pierwsza ustawia jak często program ma sprawdzać, czy zeznanie zostało już przyjęte. Opcja druga to… Uruchom aplikację przy starcie komputera.

Doskonały pomysł! Skoro nie mogę sobie PDF-a wydrukować, to niech mi się uruchamia po każdym zalogowaniu. W końcu tak się na to napatrzę, że nauczę się na pamięć i możliwość wydrukowania przestanie być potrzebna 😉

No cóż, może za rok będzie lepiej.

Aktualizacja. Właśnie Laestrygo oświecił mnie w komentarzu (dziękuję!), że dokument można wydrukować, korzystając z menu kontekstowego. Zauważyłem też, że po naciśnięciu CTRL+F pojawia się toolbar, który zawiera opcję drukowania. No i działa CTRL+P. Szkoda, że nie jest to od razu widoczne.

Kategorie
strony internetowe

Wydrukuj sobie PDF z Wikipedii

Coś chyba przegapiłem. Od prawie miesiąca polska Wikipedia oferuje możliwość wydrukowania artykułu w wersji PDF.

Wczoraj zobaczyłem coś takiego:

Widok narzędzi z opcją "Wersja PDF" i "Dodaj stronę", umieszczonego w ramach "utwórz książkę"

Po wybraniu opcji „Wersja PDF” trzeba poczekać chwilkę na wygenerowanie pliku. Jeśli ktoś wygenerował plik przed nami, a nie było żadnych zmian w artykule – plik jest od razu gotowy do pobrania. Zobacz przykład. Przewagą takiego PDF-a nad tym co oferuje np. makowe Safari jest to, że wydruk nie zawiera zbędnych elementów strony internetowej.

To nie koniec. Jest też opcja tworzenia książek. Wystarczy wybrać „Dodaj stronę” na każdej interesującej na stronie i na tej podstawie możemy stworzyć książkę z wybranymi hasłami. Hasła można posortować, dodać tytuł książki, a nawet (jeśli sami nie chcemy drukować z pliku PDF) zamówić jej wydruk!

Co mnie jednak najbardziej zdziwiło to fakt, że anglojęzyczna Wikipedia takiej funkcjonalności nie posiada…